Weź Polaku się do życia. Publicznego.
20 maja 2009 · Autor: Bożydar Pająk
Weź Polaku się do życia. Publicznego.
Czynniki kształtujące aktywność obywatelską.
Bożydar Pająk
4 czerwiec bieżącego roku przypada w czwartek. Bedzie to kolejny dzień pracy, obowiązków domowych i innych rytualnych i nie rytualnych czynności, ale w rzeczywistości innej niż przed dwudziestoma laty, bo rzeczywistości wolności politycznej. Rzeczywistości, dzięki której możemy codziennie rano wypić herbatę czytając nie reżimową gazetę, zawiązać stowarzyszenie, a co cztery lata stanąć przed urna i wymierzyć polityczna sprawiedliwość. 20 rocznica pierwszych wolnych wyborów (chociaż wyborów kontraktowych, ograniczających demokratyczny ich charakter) zbliża sie w atmosferze podziałów, palenia opon przez związkowców ze stoczni gdańskiej, zwykłego ”mordobicia” z policją i awantury o miejsce celebrowania wielkiego święta faktycznego końca zniewolenia obywatelskiego. W polskim stylu awanturnictwa, obrzucania sie błotem, staniemy w szeregach przed pomnikiem, Polska Tuska w Krakowie, Polska Kaczyńskiego w Gdańsku i jak dwa narody, wyżynające sie regularnie przy każdej okazji, będziemy egzaltować się świadomością naszej wolności. Będziemy świętować w okolicznościach barbarzyńskiej walki polityków, bo jak inaczej nazwać profesjonalną aktywność polityczną, czyli hipotetycznie rzecz ujmując - zdeklarowane realizowanie dobra wspólnego, które nic wspólnego ze współpracą nie ma, a z założenia podobno powinna „robić wszystkim dobrze”, czyli „czyny nie cuda”, „by żyło się lepiej”, a to niemożliwe w atmosferze wyścigu zakompleksionych fanatyków o jedyną słuszną wersję historii, czy działań przykrytych szczytnymi ideami i wielkimi hasłami, a sprowadzającymi sie do zwyklej populistycznej walki o rządy dusz i poparcie na następne wybory. Tak wygląda nasze życie publiczne, mimo wszelkich narzędzi, jakie dostaliśmy od demokracji, służących „wymierzaniu policzków” nieodpowiednim osobom na nieodpowiednich stanowiskach. Takie może ono jest na jakie sobie zasługujemy, przejawiając słabą chęć uczestniczenia w systemie, wywalczonym dwadzieścia lat temu. Dwie dekady demokracji w Polsce to dla każdego Polaka sprawdzian obywatelskiego zaangażowania w budowę otaczającej nas rzeczywistości i świadomości z jaka w niej funkcjonujemy. Funkcjonujemy, czy raczej wegetujemy. Od czego zależy nasza aktywność publiczna?
Obywatelskość wyraża się na kilka sposobów, które gwarantują kontrolę społeczeństwa nad państwem. O tym, czy jesteśmy aktywnymi obywatelami można przekonać sie analizując frekwencję wyborcza, dane statystyczne dotyczące stowarzyszania sie Polaków i działaniu w IV sektorze, czyli w organizacjach pozarządowych. Udział wyborach parlamentarnych spada regularnie od pierwszych wolnych wyborów w 1989 z poziomu 62,70%, czyli szczytu polskiej obywatelskiej motywacji, przez 40,57% w roku 2005, aż do przyzwoitego, jak na polskie realia wyniku 53.88 %. Na tle rozwiniętych państw Europejskich, jak np. Belgia, gdzie frekwencja wyborcza oscyluje na poziomie 70 procent, Polska wypada dość kiepsko. Wybory głów naszego państwa dostarcza nam najwyraźniej więcej emocji, bo o obsadzie tego urzędu w historii III RP za każdym razem decydowało powyżej 60% uprawnionych obywateli, oprócz wyborów w 2005 roku, kiedy oddało głos 49,74% Polaków. Swoje polityczne sympatie wśród kandydatów na posłów do Parlamentu Europejskiego udał się wyrazić co piąty Polak, a w zbliżających się wyborach aktywność ta prognozowana jest na jeszcze niższym poziomie.
Polacy także niechętnie się stowarzyszają i nie interesują sie działaniem w organizacjach III sektora. Od 2003 roku przez 4 lata zarejestrowaliśmy 1 tys. stowarzyszeń i 250 fundacji mniej. W 2007 roku, w porównaniu do roku poprzedniego, do udziału w organizacjach przyznawało się 2,7 mln Polaków mniej. Innym wskaźnikiem partycypacji obywatelskiej, o niskiej w przypadku naszych rodaków wartości jest podpisywanie petycji (5,5%, UE- 25). Mimo częstych obrazków na ekranach telewizorów, przedstawiających palenie opon i obrzucanie policji poprzez „gniewnych” manifestantów różnymi akcesoriami, częściami mebli, narzędzi, tylko 1,4% Polaków bierze udział w „imprezach” tego typu, chociaż także o pokojowym charakterze (UE – 6,2%). Polacy także stworzyli w 2007 roku o tysiąc organizacji mniej niż 4 lata wcześniej, a 2,7 mln członków organizacji przestała działać. Żeby nie rysować jedynie katastroficznej wizji naszego społeczeństwa warto wspomnieć o akcji charytatywnej Jerzego Owsiaka. Coroczna zbiórka pieniędzy w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy to wielki sukces i ogromne pieniądze, bo w styczniu 2009 roku w ramach XVII finału zgromadzono aż 40 458 625,09 PLN. Jurek Owsiak pokazuje, ze Polak potrafi, ale aktywność obywatela trzeba umieć rozbudzić i w ładnym opakowaniu sprzedać.
Jest mnóstwo poszczególnych determinantów stanowiących o naszej aktywności publicznej i trudno byłoby je wszystkie wymienić. Problemem są poglądy na temat polityków i całej klasy politycznej. Brzydnie nam polityka i tym samym aktywność obywatelska. Wynika to z nadużycia zaufania społecznego, wystawianego na próbę w obliczu sytuacji korupcyjnych, czy tzw. ‘kolesiostwa’. Afera mostowa, Rywingate, przestępcze szaleństwa posłów Samoobrony, albo pijackie występki innych parlamentarzystów. Społeczeństwo jest bombardowane przez media kolejnymi przejawami cynizmu i braku poszanowania prawa przez tych niewdzięcznych, którzy to prawo tworzą i są za to wynagradzani przez to społeczeństwo. Powinien jednak działać łańcuch przyczynowo skutkowy, czyli kompromitujący polityk nie może podlegać jakiemuś relatywizmowi norm społecznych, ale powinien być jednoznacznie odstawiony poza życie publiczne. Niezadowolenie z polityki jest podstawową motywacją do podejmowania aktywności publicznej i nie może być sposobem na tłumaczenie się z bierności. Oprócz Polski jako państwa prawa nasze wątpliwości wzbudza słabość partii politycznych i ich polityczna „nijakość”, „bezpłciowość”. Obecny kształt polskiej sceny politycznej, przejawiający tendencje dwupartyjności, zmusza nierzadko do glosowania „na mniejsze zło”, a wybór pomiędzy ofertami partii politycznych nie jest satysfakcjonujący. Dodatkowym problemem jest brak konsekwencji w ich realizowaniu po wyborach oraz niechęć do budowania opozycji koncyliacyjnej. Jak mamy ramie w ramie mierzyć sie z obywatelskimi obowiązkami, kiedy „z góry” dostajemy taki przykład?
Słaba aktywność pozapolityczna jest pochodną niskiej świadomości politycznej i niskiej aktywności w sferze polityki. Najwidoczniej nie wierzymy w nasza obywatelska moc sprawcza, a dane dotyczące skali podejmowanych przez nas działań i tendencji zrzeszeniowych świadczy o tym, ze nie mamy w ogóle chęci podejmowania prób ingerowania w rzeczywistość publiczna. Raport – „Czy obywatele mają wpływ na sprawy publiczne?” ujawnia, że tylko co 3 obywatel RP czuje jakąkolwiek swoją moc sprawczą w kwestiach publicznych w skali kraju, a tylko 9% więcej, że ma wpływ na sprawy lokalne.
Według profesora Janusza Czapinskiego panuje u nas polski, wąski familizm, co oznacza wychylanie głowy nie dalej niż sięga drut kolczasty wokół naszego domowego podwórka. To nasze przekleństwo i innych krajów, które cechuje niski kapitał społeczny. Jak pisze psycholog - Polak, który nie ufa nikomu poza rodziną ma po temu powody. Bo Ci którym nie ufa, tez mu nie ufają. W takiej atmosferze żadne wspólne działanie nie może się udać. Społeczeństwo, jak to profesor Czapiński zgrabnie ubrał w słowa – „patologicznego indywidualizmu” wrasta w sieć nieufności bardzo wcześnie. Już w piątej klasie podstawówki tylko 30% dzieci ufa innym ludziom, a liczba ta spada do poziomu 7-8% pod koniec szkoły. Budowanie w takich warunkach relacji zadaniowych wydaje się bardzo utrudnione. Wymaga pobudzania świadomości społecznej, czyli zmiany mentalności, a takich rzeczy homo sapiens sapiens uczy sie przez kilka pokoleń. Aktywności obywatelskiej nie da sie budować w zatomizowanym społeczeństwie, bo z zasady jest są to działania oparte na sferze publicznej, wspólnej.
Nasza bierność jest też efektem przepracowania. Statystyczny Polak spędza w pracy 37-42 godzin tygodniowo, a Prawie milion naszych rodaków pracuje ponad 12 godzin dziennie, a 20000 osób ma więcej niż jeden etat. Co więcej, 82% pracowników zostaje w pracy po godzinach. Pracujemy najdłużej w Europie i może dlatego nie mieścimy w harmonogramie aktywności obywatelskiej i nie mamy czasu, ani sił na jakąś refleksję polityczną.
W 2006 roku, w stosunku do lat przed transformacją systemową, prawie podwoiła się liczba Polaków uważających się za szczęściarzy. Pierwszy kwartał 2009 roku zaowocował wzrostem średniego wynagrodzenia o 6,7%, czyli przeciętna kwota osiągnęła poziom 3.185,61 zł. Zwiększająca się zasobność portfela i zadowolenie z życia wypierają poczucie obywatelskiego obowiązku, a powinny być impulsem do działania. Ale mogą być także pułapką, znakomicie wyrażoną przez Boetiego - Czy nie sadzicie, ze żaden ptak nie łapie sie szybciej na wabik, ani żarłoczna ryba na haczyk, niż dają sie znęcić wszyscy Ci ludzie, którzy przystają na niewole przy odrobinie zbytu?
Jest wiele przykładów, poza wyszczególnionymi wyżej, tłumaczących nasz brak aktywności obywatelskiej, ale to my przede wszystkim, spośród innych mieszkańców Starego Kontynentu, powinniśmy być obywatelskimi prymusami, a już szczególnie wśród państw Europy wschodniej. Wydaje się, że zadowoleni z historycznej konsekwencji transformacji systemowej, postanowiliśmy oddać nasze losy w ręce polityków, odcinając się jednocześnie od kształtowania rzeczywistości publicznej. Zapomnieliśmy, że życie demokracji nie polega na jej zadeklarowaniu, ale na świadczeniu o niej swoją aktywnością.
Nowoczesne społeczeństwo obywatelskie powinno być zbudowane na rzetelnej analizie informacji oraz na świadomości potrzeby i konsekwencji aktywności publicznej. W taki sposób zbudowane społeczeństwo jest zdolne do efektywnego zarządzania organizacją państwową i realizowania wspólnego dobra. Niestety często, żeby zmobilizować masy do aktywności publicznej inicjatywna musi być ubarwiana tańcem, śpiewem i darmowa grochówka, bądź pieczona kiełbasą. Zbliża sie kolejny test naszej aktywności obywatelskiej - wybory do Euro parlamentu. 7 czerwca temperatura powietrza wyniesie około 30 stopni Celsjusza, nie przewiduje sie opadów deszczu, ani śniegu. Szczęśliwie Polska nie leży też na obszarze sejsmicznym, prawdopodobnie nie grozi nam upadek meteorytu. Okoliczności sprzyjają wysokiej frekwencji i oby ta niedziela była świętem polskiego społeczeństwa obywatelskiego, przynajmniej na europejskim poziomie.
„Zamiast habilitacji, Europarlament?”
17 marca 2009 · Autor: Mateusz Kamionka
Byłem wielkim zwolennikiem dr Marka Migalskiego. Śledziłem jego artykuły
w „Rzeczpospolitej”. Jeśli jednak informacje które przynosi „Dziennik” potwierdzą się, będę
w naprawdę trudnej sytuacji. Jak donosi „Dziennik”- listę PiS-u na Górnym Śląsku ma otwierać
dr Migalski. Czy osoba, która stała na straży politycznej merytoryki powinna kandydować do Parlamentu Europejskiego? Osobiście jestem stanowczym przeciwnikiem tego wyboru. Postanowiłem zrobić prosty rachunek zysków i strat, jakie może ponieść dr Migalski wybierając karierę w PE. Może zaczniemy od plusów.
Polska obsadza 50 miejsc w Europarlamencie. Wybór na to stanowisko jest zaszczytem
i nobilitacją. Mimo że w praktyce funkcja ta ogranicza się jedynie do dwóch celów: kontrolnych oraz do współudziału w tworzeniu prawa. Dr Migalski w swoich pracach często koncentrował się na problemach współczesnych rządów w państwach Europy środkowej, możliwość bezpośredniej współpracy „ramię w ramię” z parlamentarzystami z tych państw na pewno przyniosłaby ogromne korzyści i pomnożyłaby pracę naukowe wydane przez Doktora. Jest również dobrze przygotowany pod względem merytorycznym, warto nadmienić, że trakcie studiów odbył – z rekomendacji Konsula Generalnego Republiki Czeskiej w Polsce – miesięczną praktykę w biurze Euroregionu Silesia. Nie można mieć cienia wątpliwości, że dr Migalski nadaje się na stanowisko euro-posła. Dr Migalski jest autorem wielu publikacji dotyczących sytuacji politycznej w państwach Europy Środkowej , poza tym pracuje w Instytucie Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego. Doświadczenie to może być pomocne, czasami Parlament Europejski może okazać się „gorszy” niż aula pełna studentów. Czas na kwestie finansowe. Od nowej kadencji Parlamentu Europejskiego wszyscy euro posłowie będą zarabiać tyle samo - ok. 7600 euro brutto miesięcznie. Więc po przeliczeniu po korzystnym kursie euro to około 35tys. złotych. Należy doliczyć wszelkie dodatki i przywileje.
Dla niektórych polskich polityków Parlament Europejski to wręcz polityczny czyściec.
Przeważnie uważają 5-letnią kadencje za polityczną emeryturę. Można ten argument odebrać dwuznacznie. Ta przyjemna praca na rzecz dobra Wspólnoty, dla czytelników publikacji dr Migalskiego to katastrofa. Odległość nigdy nie wpływa pozytywnie zarówno na miłość jak i prace. Więc kto kochał częste artykuły w Polskiej prasie doktora już może czuć się zawiedzony.
A co może stracić Politolog? „Jedynka” na Śląskiej liście przekreśla publicystyczną karierę dr Migalskiego. Kiedy wystartuje z listy partyjnej raczej nie będzie mógł zabierać głosu jako obiektywny komentator życia politycznego. Zmieni swoją rolę, będzie tę politykę współtworzył. Był krytykiem obecnego rządu, a przyjęcie propozycji partii opozycyjnej stawiałaby pod niemałym znakiem zapytania jego wcześniejsze publikacje. Mogą się mnożyć wszelkie insynuacje, którymi ostatnimi czasy żyje opinia publiczna. Będzie też to cios dla studentów, wśród żaków o wszelkich poglądach politycznych uważany jest za bardzo dobrego wykładowcę.
Jeśli pogłoski się potwierdzą, dr Marka Migalskiego czeka wielka zmiana. Jako student politologii widziałbym go jednak w dalszym ciągu jako niezależnego komentatora. Niestety widocznie nadszedł czas na zmiany, wybór jakiego musi dokonać dr Migalski jest niezwykle interesujący. Nie zapominajmy, że tylko 10 lat starszy, znany polityk radykalnie zmienił swoje życie na obczyźnie, poznał nową miłość i obrał nową drogę swojej kariery… Aż takiej zmiany nie życzę. Podsumowując, jak mawiał klasyk „Są plusy dodatnie i plusy ujemne”- i takie też będzie miał ten wybór.
Manifa do Heli Traktorzystki
8 marca 2009 · Autor: Joanna Bucior
Jeśli Polska jest Kobietą rodem z rzeczywistości medialnej to strach stawia na baczność mój estrogen. Puch ten marny z elokwencją Nelly z Krakowa, skutecznością Ewy Kopacz i zamiłowaniem do procentów posłanki Kruk– bezmyślnie fałszuje piękną nutą kobiecości. W rytm obciachu przygrywają też polskie feministki, które hasłami o legalizacji aborcji czy postulatem wprowadzenia parytetów, są mimowolnym instrumentem lewicy. Nawet inicjatywa Partii Kobiet oparta przecież na lokalnych inicjatorkach społecznych pozostawiła tylko echo ekstrawaganckiej egzotyki.
Mężczyźni też zawodzą. Ostatnio na pomysł sfeminizowania wizerunku wpadł tuż przed kongresem partii wybitny specjalista od kobiet – Jarosław Kaczyński. Pytanie czy miały być tylko kwiatkiem do kożucha dla karłów moralnych nasuwa sie jak oczywista oczywistość.
Dlaczego w polskiej debacie publicznej brak jest kobiet mądrych doświadczeniem, które nie walczą przeciw kobiecości (jak koleżanki Pani Kazimiery Sz.) a w jej imię? Przecież nie dlatego, że brak ich w społeczeństwie. Dlaczego wiedza i życiorys pań pokroju Henryki Bochniarz nie gwarantuje sukcesu na Wiejskiej?
Jacek Żakowski chwaląc 8 dzień marca w tvn’ie, wysnuł teorię, jakoby do polityki dopuszczane były celowo tylko panie uległe, uprzednio wyselekcjonowane przez szowinistyczny ród męski. Krystyna Kofta w wysokich obcasach obwiniała zaś niską samoocenę Polek, które nie wierzą w siłę swoich kompetencji. To tłumaczyłoby, że wolą oddać nie tylko głos swoim mężom ale i głos na mężczyzn w wyborach (w tej kadencji do sejmu weszły 94 kobiety, do senatu zaledwie 8).
W tym dniu wspaniałym pozostaje jedynie apel do rozumnych Towarzyszek miast i wsi o większe polityczne zaangażowanie. Drogie Kobiety Czynu uwierzcie w siłę drzemiąca w jajowodach! Nie od dziś wiadomo, że Kopernik też była kobietą..
Joanna przodowniczka Bucior
Harcownicy i generałowie
3 marca 2009 · Autor: Łukasz Stach
Sięgając chociażby do opisu bitwy pod Grunwaldem pióra Jana Długosza spotkamy się tam z postaciami harcowników, wojowników biorących udział w pojedynkach poprzedzających walną bitwę. Harcownikami bywali zazwyczaj rycerze pragnący uzyskać w ten sposób wojenną sławę, a nią to bowiem łatwiej było się ubiegać na oczach zgromadzonych i gotowych do walki wojsk, niż w bitewnej ciżbie, gdzie szlachetnego rycerza i podrzędny pachołek powalić mógł. Czytaj całość
Żeby historia nie była uzgodnionym zestawem kłamstw
2 marca 2009 · Autor: Mateusz Kamionka
Nie dalej jak wczoraj można było przeczytać w „Rzeczpospolitej”, że na opiniotwórczym Izraelskim portalu widnieje tekst który opisuje, że Polacy „stali i się uśmiechali” w czasie eksterminacji Żydów w czasie II wojny światowej. Amerykańska gazeta „San Francisco Chronicle” użyła nazwy „nazistowska Polska” określając okres istnienia Polski w latach 1939-1945. Czytaj całość
Ile kosztuje Kościół?
1 marca 2009 · Autor: Mateusz Mirota
Wszędzie słyszymy o kryzysie i o koniecznych oszczędnościach. Cięcia nie omijają niemal nikogo. Niemal. Jakoś dziwnie poza kręgiem poszukiwań pozostaje Kościół, który kosztuje nas więcej niżby mogło się wydawać. Czytaj całość
Bicie Żyda bankiera.*
25 lutego 2009 · Autor: Bożydar Pająk
“Żydowskie banki i instytucje finansowe to źródło kryzysu światowego i także polskiego a połowa polityków platwormy na czele z quasi profesorem Bartoszewskim wchodzi im bez wazeliny do ….. czy to tak trudno zauważyć.”
autor:”..z Polski” źródło:forum.interia.pl
Przechlapane życie Eurosceptyka
24 lutego 2009 · Autor: Mateusz Kamionka
Parę dni temu mogliśmy usłyszeć wystąpienie Prezydenta Czech Vaclava Klausa w Parlamencie Europejskim. Można się było spodziewać, że szerokim echem odbije się ono u nieprzychylnych Klausowi eurodeputowanych z lewej strony europejskiej sceny politycznej. Wystąpienie to mogło się podobać lub nie. Padło w nim dość niefortunne porównanie UE do ZSRR, co spowodowało wyjście części deputowanych, a zarazem było powodem gromkich braw z drugiej strony. “Nie tak dawno w naszej części Europy żyliśmy w systemie, który nie zezwalał ani na alternatywy, ani na opozycję parlamentarną. Nauczyliśmy się gorzkiej lekcji, że bez opozycji nie ma wolności” - oświadczył prezydent Klaus. Czy na pewno, aż tak się zagalopował? Czytaj całość
Obraz (-zy) roku
7 stycznia 2009 · Autor: Bartłomiej Krystyński
Jak rok długi tak obfity w przeróżne wydarzenia, których nie sposób zapamiętać. Życie każdej jednostki jest tak ekspresyjne, że trudno, by umysł ludzki zapisał wszystko niczym twardy dysk komputera. A co dopiero zagregowane losy i decyzje jednostek w skali Polski, czy świata?! Działo się w 2008 roku wiele, ale to samo można powiedzieć i o poprzednich latach. Czy miniony rok był bardziej przełomowy niż jego kalendarzowi poprzednicy? Na pewno kilka wydarzeń miało charakter kluczowy jeśli chodzi o sprawy polityczne, ekonomiczne, a przede wszystkim życie zwykłych ludzi. Ciężko jest dokonywać ocen, zwłaszcza jeśli dotyczą one problematyki tak rozległej, której dalszy ciąg dopiszą już inne liczby w kalendarzu na rok 2009. Powstrzymam się od ocen i przewidywań, a minione 365 dni podsumuję rozwijając filmową rolkę pamięci na której przewrotny umysł zarejestrował tak niewiele z tak nieprzebranej ilości wydarzeń na naszym globie. Czytaj całość
Polityczny anty-ranking gwiazd A.D. 2008
30 grudnia 2008 · Autor: Joanna Bucior
Kategoria osobowość roku
Popyt na agenturalną przeszłość, prawdziwych mężczyzn co wiedzą jak skończyć i ostatnie belki ratunku wyraźnie się zmniejszył. Kazimierz zawsze na yes czy oczywista oczywistość też są passe. Nawet solaryzacja i homofobia wyszły już z mody. Co zrobić, gdy nie tańczysz na lodzie, nie masz talentu do tego bojkotujesz tvn? Na polityków jak na litość rzeźnika, zawsze można liczyć. Czytaj całość


