Żeby historia nie była uzgodnionym zestawem kłamstw
2 marca 2009 · Autor: Mateusz Kamionka
Nie dalej jak wczoraj można było przeczytać w „Rzeczpospolitej”, że na opiniotwórczym Izraelskim portalu widnieje tekst który opisuje, że Polacy „stali i się uśmiechali” w czasie eksterminacji Żydów w czasie II wojny światowej. Amerykańska gazeta „San Francisco Chronicle” użyła nazwy „nazistowska Polska” określając okres istnienia Polski w latach 1939-1945.
Czy Polska może nadal pozwalać sobie na takie określenia? Nie są to już literówki lub przeoczenia pochłoniętych pracą redaktorów. Ile to już razy zaistniały polskie obozy koncentracyjne? Mimo, że w większości przypadków, po apelu Polonii lub innych ludzi znających historie, teksty zmieniono, w umysłach ludzi cały czas istnieją. Nie daleko trzeba szukać filmów gdzie to Polacy są przedstawiani „jako ci źli”.
Receptą na wyjście z tej sytuacji byłoby wprowadzenie ustawy ścigającej osoby, oskarżające Polskę o nazizm lub wspieranie Niemców w czasie wojny. Przykładów skuteczności podobnych przedsięwzięć dostarczają nam nasi bliżsi lub dalsi sąsiedzi. W Austrii brytyjski pisarz David Irving został skazany na trzy lata więzienia za negowanie holokaustu.
O ile negowanie Holokaustu jest już od pewnego czasu ścigane karnie, o tyle ze wschodu płyną do nas nowe wzorce. “Nasz parlament powinien uchwalić ustawę, która będzie przewidywała odpowiedzialność karną za negowanie zwycięstwa ZSRR w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej”- oświadczył Siergiej Szojgu- minister w rządzie Władimira Putina. Mam nadzieje, że idąc dalej Rosja będzie się licytowała z Niemcami kto wojnę rozpętał. Bo jak argumentują rosyjscy politycy nie należy negować historii.
Reasumując, dla dobra interesów innych krajów historia wyglądałaby mniej więcej tak: w 1939r. Polska wywołała wojnę przez Gdańsk. Do Polski wkroczyły wojska nazistowskie z jakiegoś bliżej nie określonego kraju .Tym samym to Polska stała się nazistowska. Na wschodzie wkroczyli Krasnoarmiejcy aby ratować biednych ludzi uciemiężonych przez Polaków, a ponadto kiedy przeprowadzany był holokaust przez bliżej nieokreślonych ludzi, Polacy „stali i się uśmiechali”. (zastrzegam prawa do ekranizacji, po „Tajemnicy Westerplatte” wszystko jest możliwe).
Sugerował bym jednak dbanie o prawdę historyczną. Nie chodzi mi już o rozdrapywanie starych ran, lecz o historyczną prawdę. Jako obywatelowi kraju z którego szeregu wywodzi się najwięcej laureatów medalu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, apelowałbym o zmianę tego rażąco niesprawiedliwego traktowania Polski na arenie międzynarodowej. Żeby, pogląd Napoleona „Historia to uzgodniony zestaw kłamstw”nie stał się rzeczywistością.



Zgadzam się, że powinno się dbać o rzetelność w pamięci historycznej (a w Instytucie Pamięci Narodowej szczególnie), ale z drugiej strony ludzie mają już dosyć polityki historycznej, która na szczęście w czasach rządu PO-PSL odeszła częściowo w niepamięć (no chyba, że odebranie przywilejów emerytalnych byłym oficerom SB, ale dla mnie to bardziej zagranie polityki historycznej), ale to już inny temat.
Z drugiej strony martyrologia naszego narodu jest splamiona krwią innych, a uderzenie się w pierś też czasami jest potrzebne. Nieważne, jak byśmy bardzo chcieli nie jesteśmy w stanie zaprzeczyć że pogromy były, nie ważne przez kogo inspirowane, ważne że polskimi rękami i do tego trzeba się przyznać, jeżeli chcemy być fair z obliczu historii zarówno z poprzednimi pokoleniami, jak i generacjami, które będą poznawać historię z obecnych opracowań.
Polityka historyczna jest potrzebna, nawet jeśli nie ma w społeczeństwie w danym momencie jakiegoś dużego nią zainteresowania. Potrzebujemy jej chociażby do tego, by za 10 czy 20 lat niemieccy politycy nie wciskali naszym dzieciom, że nazizm był tragedią, którą na równo przeżyły narody polski i niemiecki. To samo tyczy się stosunków z Rosją. Jeśli podejmować współpracę i w ogóle budować cokolwiek to tylko na prawdzie, która w kontekście wydarzeń XX wieku jest dla Rosjan o wiele bardziej niewygodna niż dla nas.
Myślę, że my Polacy potrafimy “uderzać się w pierś” i przyznawać do tych ciemniejszych chwil naszej historii, czego przykład odnajdujemy w podejmowanych od kilku lat próbach ułożenia stosunków z Ukraińcami. Wiadomym jest, że nie jesteśmy narodem wybranym, pełnym ideałów i, że nigdy nim nie byliśmy. Ale pełna świadomość trudności i cierpień, których doświadczali nasi przodkowie może pozwolić w przyszłości na odpowiednie reagowanie i przeciwdziałanie takim przekłamaniom, o jakich wspomniano w artykule.