Harcownicy i generałowie

3 marca 2009 · Autor: Łukasz Stach  

Sięgając chociażby do opisu bitwy pod Grunwaldem pióra Jana Długosza spotkamy się tam z postaciami harcowników, wojowników biorących udział w pojedynkach poprzedzających walną bitwę. Harcownikami bywali zazwyczaj rycerze pragnący uzyskać w ten sposób wojenną sławę, a nią to bowiem łatwiej było się ubiegać na oczach zgromadzonych i gotowych do walki wojsk, niż w bitewnej ciżbie, gdzie szlachetnego rycerza i podrzędny pachołek powalić mógł.

Dzisiaj rycerzy w lśniących zbrojach spotykamy tylko w trakcie rekonstrukcji historycznych, natomiast w kraju naszym sam duch harcowników nie zaginął. Jedynie z pól bitewnych przeniósł się na pole walki politycznej, toczonej głównie na arenie medialnej. Biblijne zawołanie przekujcie miecze na lemiesze (Iz 2, 4) obecni harcownicy nieco strawestowali, bowiem zamiast mieczy na udeptanym medialnym polu używają akcesoriów takich jak wibrator, świński łeb oraz – przede wszystkim – wszelakiego rodzaju bon-motów. Najzwyklejsze słowne dezawuowanie i opluwanie przeciwnika również stanowią poręczną broń w rękach – czy tez raczej ustach - współczesnych harcowników. Należy przyznać, że każdy polski hufiec (czytaj partia) ma swoich wypróbowanych i gotowych do walki szermierzy. Sława ich po naszej krainie szeroko się rozchodzi, a zacni redaktorzy wielką mają satysfakcję spraszając do studia harcowników z przeciwstawnych obozów. Ileż to frajdy dla gawiedzi, która to ogląda popisy swych medialnych ulubieńców obrzucających się błotem na wszelkie sposoby. A i trzos nadawcy pełen będzie, bowiem gdy oglądalność wysoka, to i wpływy z reklam znaczne. Radosne te harce ostudzić raczył nadchodzący kryzys gospodarczy, pytanie tylko na jak długo perspektywa spowolnienia czy wręcz recesji gospodarczej podziała otrzeźwiająco na rozgrzane głowy harcowników.

Podworować z naszych politycznych wojów pozwoliłem sobie, ale teraz nieco poważniej. Niestety – ostatnimi czasy można zaobserwować, że polityka polska przypominać zaczęła jakiś cyrk, w którym to zanikła jakakolwiek poważna debata publiczna. Kilka lat temu – zwłaszcza w okresie po aferze Rywina - takowa debata się pojawiła, mam tu na myśli spór wokół idei IV RP. Samo to pojęcie stało się obecnie przedmiotem kpin, a w najlepszym razie ironicznych uwag, natomiast kryła się pod nim, przynajmniej początkowo, debata nad kształtem Polski, dyskusja o jej usprawnieniu i zreformowaniu oraz uczynieniu naszego państwa krajem przyjaznym dla obywateli. Obóz zwolenników IV RP podkreślał negatywne aspekty Polski lat transformacji, zwolennicy eksponowali jej zalety. W swej genezie, zapoczątkowanej zresztą przez krakowskiego politologa Rafała Matyję, spór ten krył w sobie pewien potencjał modernizacyjny, który jednak został zaprzepaszczony. Miejsce – faktycznie czasami bardzo agresywnej - ale jednak debaty nad kształtem Polski zajęły dokonania owych harcownicy. Tematy przez nich poruszane - a raczej seria błazenad, insynuacji i pustych popisów pseudooratorskich – nijak się miały do rzeczywistych problemów trapiących kraj pomiędzy Bugiem a Odrą. Radosnej tej twórczości sprzyjał okres względnej prosperity gospodarczej, w której to warunkach można było odłożyć niepopularne społecznie reformy, bo zawsze kilka dodatkowych miliardów na zaspokojenie słusznych żądań ludu można było wysupłać. Oczywiście nad harcownikami i całą ciżbą polityczną stali i nadal stoją generałowie, a raczej osoby za takowych się uważające. Osobiście wątpię, aby harce posła Janusza Palikota, marszałka Stefana Niesiołowskiego czy posła Jacka Kurskiego (żeby wspomnieć tylko najznamienitszych harcowników) mogły odbywać się bez wiedzy liderów ich obozów. Widocznie generałowie ci skalkulowali, że będzie to najlepsza taktyka prowadząca do wyniszczenia przeciwnika. Obecny bowiem spór polityczny jest charakterystyczny dla pluralizmu spolaryzowanego, gdzie pole dla kompromisu jest niewielkie, a rywalizacja polityczna (rzecz najoczywistsza w systemie demokratycznym, same spory polityczne w demokracji dziwić nikogo nie powinny, chyba, że chcemy mieć zgodność i jedność rodem z systemów totalitarnych) przeradza się w wojnę mającą na celu zniszczenie przeciwnika. Czyż nie tak ujął to jeden z wymienionych harcowników używając określenia że patriotycznym obowiązkiem PO jest zniszczenie PiS – u? Taktyka ta spowodowała, że umknęły z pola widzenia generałów, a i samych harcowników również, problemy dla kraju nieco istotniejsze, niż np. kwestia zdrowia głowy państwa. Potencjalnie najlepszy okres dla reform – czyli czas prosperity ekonomicznej - został w dużej mierze zmarnowany, istotne problemy skryły się w kurzu politycznej walki, w której jedną z głównych ról odgrywali harcownicy, działający na rozkaz swych generałów. Niestety należy odnotować, że Polska demokracja boryka się z poważnym deficytem przywództwa, a Napoleon Bonaparte zwykł mawiać, że stado baranów dowodzonych przez lwa jest silniejsze od stada lwów dowodzonych przez barana. Harcowników ci u nas dostatek, jedynie dobrych generałów brak.

Komentarze

Komentarzy: 7 to “Harcownicy i generałowie”
  1. Zgadzam się, że “spajacyzowanie”(ładnie brzmi,tak naukowo, prawda?:) polityki nie spowoduje wzrostu efektywności rządzących, tylko ewentualnie zapewni nam trochę rozrywki, ale z drugiej strony może tacy ludzie jak Palikot są potrzebni po to, żeby trochę postraszyć i przesadzić. Jerzy Urban kiedyś powiedział coś takiego,że rzeczywistość nie jest taka jak on ją przedstawia czasami, ale jego zadaniem jest przestraszyć ludzi, żeby do czegoś takiego nie dochodziło. I jakkolwiek to absurdalnie brzmi, może taka rola właśnie tych “dobrych” harcowników, a jak wiadomo, Palikot ma cel w tych swoich osobliwych poczynaniach. Nie skreślajmy harcowników, którzy swoją “dupą” rzuconą na forum publicznym, starają się osiągnąć coś sensownego, ponieważ żyjemy w czasie popkultury politycznej, takich kategorii jak partia obciachowa/nieobciachowa i jeżeli część ludzi postrzega politykę jako coś nieatrakcyjnego, nudnego, to może lepiej, że patrzy na nią z poziomu właśnie takiej popkultury politycznej harcowników?

  2. Łukasz Stach mówi:

    Jasne - zgadzam się, że satrya w polityce jest rzeczą wskazaną, chociażby po to, aby ośmieszyć Jego Nadętość czy Jego Naburmuszoność - mniejsza o to jakie funkcje w państwie sprawuje. Pomijam fakt, że od tego są satyrycy czy publicyści obdarzeni ironicznym piórem, niekoniecznie muszą to być politycy. Natomiast osią mego felietonu jest stwierdzenie, że w Polsce błazenady harcowników służą do oczerniania przeciwnika politycznego (w myśl zasady ciemny lud to kupi) lub też odwracania uwagi od spraw istotnych czy też dla władzy niewygodnych. Moim zdaniem jest to działanie wykalkulowane i wyrachowane, a w dodatku kierownictwo partii - matki może z łatwością odciąć się od wypowiedzi czy działań swych harcowników, idąc tokiem argumentacji “no wiemy, że palnął głupstwo i obraził, ale wicie-rozumicie, sami widzicie jaki on jest, nie można traktować tego na serio, etc.”. Rodzi to bezkarność owych harcowników, a proszę zauważyć, że poziom werbalnej agresji w świecie polskiej polityki jest bardzo wysoki.

  3. Zgadzam się. Pisałem o tej funkcji swoistego katharsis, bo to jest też część “harcownictwa”, która jest niedoceniana trochę. Oczywiście, wypuszczanie bulterierów, o których jest mowa w tym artykule jest problemem, ale to sumienia wyborców powinny pomęczyć swoich właścicieli, czy aby na pewno w urnie poszaleli we właściwy sposób. Innego sposobu na wyplewienie polityki chamstwa i tego dziwnego przyzwyczajenia w zwalczaniu przeciwnika politycznego chyba nie ma. A do tego potrzeba trochę silnej woli i zainteresowania polityką, czyli ogólnie mówiąc większej świadomości, a co za tym idzie także kultury politycznej. Lubimy słuchać stanowczych tonów i extremalnych sądów, ale czasami może zbyt łatwo je przyjmujemy i dajemy się nabrać krzykaczom.
    Przydałaby się jakaś ogólnopolska akcja marketingu społecznego, zachęcającego do interesowania się życiem politycznym w większym stopniu.
    Dobrze, że jest jeszcze satyra w mediach, publicystów, która odsłania absurdy zachowania politycznych harcowników.

  4. Mateusz Kamionka mówi:

    Ale czy na pewno takie “harcownictwo” jest Polsce potrzebne? Kiedyś usłyszałem, porównanie Palikota do Stańczyka. W mojej ocenie jest to nad wyraz błędne. Stańczyk jako wielki patriota swoim zachowaniem zasłynął z ciętego dowcipu i miłości do kraju. A dziś dzień ludzie kreujący się na Stańczyka to przeważnie błazny, którzy z nadmiaru środków i czasu próbują się wypromować w mediach. Cóż oni osiągnęli prócz opluwania innych polityków. Schamienie elementu emocjonalnego w kulturze politycznej postępuje…. i jak widać jest to nieuniknione.

  5. Może Stańczyk to za duży kaliber, bo jest raczej ideą, a nie konkretną osobą. Jest jednak argument, który pozwala spojrzeć na harcowników z innej perspektywy Jest to efektywność ich działań. Nasz sztandarowy harcownik - Palikot, trzymając w rękach wibrator nagłośnił sprawę gwałtu na komisariacie w Lublinie. Gdyby Polska nie usłyszała, że wibrator, Palikot i performance, to pewnie sprawa przytłoczona byłaby przez cały festiwal innych newsowych masakr. Ostatnio też trafnie ośmieszał kongres PiSu, w sposób, który pokazywał absurd budowanego nowego wizerunku. Jego działania są spektakularne, może i są tabloidowe, ale może to jest cena za zainteresowanie szerszej publiczności, dopóki ona będzie reagowała tylko na takie atrakcje politycznej popkultury.

  6. swinkanie mówi:

    Sądzę, że nie “ilość”, ale “jakość” zainteresowania jest problemem. Wszelkie obrzędy magiczne, zaklęcia, klątwy, tańce, drgawki, pokrzykiwania, pohukiwania, nie przysporzą niczego dobrego naszemu społeczeństwu. Któż wspomni zwycięstwo jednego harcownika nad drugim, gdy bitwa zostanie przegrana przez obie strony?

  7. No racja, ale w takim razie zrzeknijmy się demokracji, bo to teoretycznie, właśnie “ilość”powinna decydować. Prawda?

Wypowiedz się!

Daj nam znać, co Ty o tym myślisz...
Acha, jeśli chcesz, by przy Twoim komentarzu wyświetlał się avatar, zarejestruj się na gravatar.com!

Zastrzeżenie odpowiedzialności