Święta prawda na temat kłamstwa

25 grudnia 2008 · Autor: Jacek Obrał  

Akurat! Niech język utną i do pleców przybiją temu, co powie, że autor pisząc te słowa, doskonale wie, o czym mówi. Ja sam skłamałbym twierdząc, że oto zgłębiłem (iście tajemną przecież) wiedzę na temat uniwersalnej i ponadczasowej przyczyny naszego łgarstwa. Zagadnienie to nie byle jakie, gdyż zagłębiając się w nie coraz to usilniej, nagle okazać się może, że świat nasz cały na kłamstwie został zbudowany! I co wtedy Drogi Czytelniku? Kolejny blagier? Następne oszustwo – tym razem samego siebie, – że przecież na pewno jesteśmy w błędzie, że niemożliwym jest, aby cała cywilizacja od podwalin do jej czubka połatana była, niczym tubylcza chałupa, tu i tam łajnem fałszu.

Otóż właśnie tego jednego jestem pewien, to jak nic innego rzuca mi się w oczy, że kłamstwo mamy wyssane z mlekiem matki i tym oto narzędziem pętamy umysły naszych bliźnich, czy to pod postacią kolejnej religii, czy nowej formy państwowości, ustroju, ładu lub odgórnego nakazu. Cała cywilizacja to zlepek kłamstw, jeden wielki Matrix zaprogramowany przez tych, którzy siłą wciskali nam kit, iż to właśnie oni zostali (niewiadomo zresztą skąd) oświeceni i wiedzą jak należy żyć na tym świecie, wedle jakich schematów postępować i jakimi nakazami się kierować. A pisząc powyższe zdania w głowie mam – jakże trafne zresztą – słowa Georga Christopha Lichtenberg”a, niemieckiego satyryka, demaskatora fałszu; “Istnieją tzw. matematycy, którzy chętnie chcieliby uchodzić za posłów mądrości, tak jak niektórzy teolodzy za posłów Boga. I tak samo oszukują lud algebraiczną paplaniną, którą zwą matematyką, jak ci gadaniną, której dodają przydomek biblijna”.

Ale dość tych krotochwili, gdyż w tym oto momencie w głowie niejednego czytającego te słowa buduje się już stos, na którym zostanę uznany za mąciwodę i spalony za wichrzycielstwo oraz (domniemany zresztą) anarchizm i ateizm. Czas zatem przejść do konkretów, udowodnić celowość moich rozważań, pokazać że to nie czcze gadanie, ale istotny problem społeczny i nie wystarczy tylko starać się odpowiedzieć dlaczego ludzie kłamią, ale zastanowić się co zrobić, aby fałszu było w naszym życiu jak najmniej (gdyż jego całkowite zlikwidowanie praktycznie graniczy z cudem). A jeśli kłamstwo rzeczywiście leży w naszej natura humana1, to czy ludzką rzeczą jest karać za nie? W końcu postawić tezę, u podstaw której stoi nasza odwieczna pazerność i chęć maksymalizacji zysku.

Otóż moim zdaniem ludzie kłamią z tych samych powodów, dla których chodzą do pracy lub posyłają kupon w totolotka – naszym życiowym celem jest zawsze osiągnięcie pewnych korzyści, i wcale nie musi to być 6 milionów złotych w kumulacji, wystarczy, że korzyścią będzie samo zatajenie prawdy, bo “Ileż to pieniędzy zarobił diabeł na tym, że nabrał Ewę?”2 Ot co, wystarczy spojrzeć na bawiące się w piaskownicy maluchy, arcymistrzów kłamstwa i fortelu, unikających za wszelką cenę oberwania w skórę. W tym przypadku nagrodą jest uniknięcie kary samo w sobie, ściśle przecież związanej z przyłapaniem nas in flagrantii3 na kłamstwie. Gdyby wyszła na jaw, moglibyśmy ponieść straty, ucierpiałby nasz wizerunek osoby godnej zaufania, albo po prostu dostalibyśmy rózgą po tyłku.

Krótkie nogi, nos podłużny, blagier od blagiera różny.

Drewniany Pinokio, czy biblijny szatan pod postacią węża? Który z nich w index mendacium4 zajmuje wyższą pozycję? Oboje dopuścili się fałszu. Jednakże kategoria ich występków jest zupełnie inna. Bajkowy pajacyk skłamał, że zgubił złote monety, co w rezultacie sprawiło, że długi nos Pinokia stał się w europejskiej kulturze symbolem kłamstwa. Szatan zaś doprowadził do wygnania pierwszych ludzi z raju. Do metaforycznego zerwania więzi człowieka z Bogiem, jest to chyba najbardziej znany przykład oszustwa. Jego symbolika daje dużo do myślenia na temat samej natury kłamstwa, a mianowicie nasuwa mi się pytanie; dlaczego szatan nie ukazał się pod postacią wilka, tygrysa czy aligatora? Jego cała powaga, (bo nikt nie zaprzeczy, iż jest to istota o niezwykłej inteligencji i przenikliwości) musiała się zamknąć w cielesności stworzenia, przed którym czujemy naturalny (jaskiniowy niemalże) respekt. Przekaz biblijny jednak osadził szatana w ciele węża. Zwierzęcia pełzającego, zabójczego a zarazem mądrego. Wąż, a raczej jego rozdwojony język, podobnie jak nos Pinokia, stał się kulturowym ucieleśnieniem (abstrakcyjnego przecież) pojęcia kłamstwa. W naszej kulturze jest ono uznawane jako coś niezwykle niskiego, swoistą patologię komunikacyjną, amoralny środek w relacjach międzyludzkich.

Według badań przeprowadzonych przez harwardzkich psychologów, przeciętny człowiek kłamie średnio dwa razy dziennie, a osoby obdarzone wysoką inteligencją robią to nawet trzy do czterech razy w ciągu dnia5. Co zatem sprawia, że pomimo mnogości innych metod, tak często wybieramy właśnie kłamstwo? Myślę, że w tej kwestii decydującym czynnikiem jest jego prostota użycia, uniwersalność i możność dopasowania do niemal każdej sytuacji. Na co dzień, w natłoku zdarzeń potrzebujemy narzędzi prostych w działaniu, znajdujących się w zasięgu ręki. I co najbardziej zaskakujące, (bo przecież staramy się o narzędzia proste) posługujemy się kłamstwami niezwykle wysublimowanymi, bo cóż innego świadczy o jakości naszego oszustwa, jak znikome prawdopodobieństwo jego wykrycia? Z góry upraszam o wybaczenie mojej fascynacji, ale niekiedy kłamstwa stają się prawdziwymi arcydziełami! (ciekawe zresztą, czy ktoś kiedykolwiek pokusi się o rzetelną publikację, poradnik The art of lying6 w naukowo-empirycznym stylu Michaliny Wisłockiej). Kłamstwo idealne to kłamstwo, które po pewnym czasie zostaje uznane za prawdę. Oszustwo otrzymujące tak potężną legitymizacje umysłów, że nawet ci, którzy z początku dopatrywali się w nim jego faktycznej natury, ugięli się teraz pod jego naporem i zostali nim niemalże opętani.

Nie pozostawiając tej tezy bez egzemplifikacji posłużę się przykładem przytoczonym przez Aleksandra Sołżenicyna w “Archipelagu Gułag”. Mówi on o współwięźniu, który opowiada pewną anegdotę na temat sztuki teatralnej wystawionej Stalinowi. Przedstawiała ona bohaterskie losy radzieckiego żołnierza Wladimira Sakariewicza, działającego przez długi czas na terenie wroga, a który był postacią fikcyjną, odgrywaną tylko na potrzeby sztuki przez aktora jednego z moskiewskich teatrów. Stalin jednakże był zachwycony postawą żołnierza i kazał go do siebie przyprowadzić. Nikt nie ośmielił się sprzeciwić bezwzględnemu wodzowi Przyprowadzono mu więc innego aktora, Tichonowa, który został nagrodzony wysokim odznaczeniem państwowym, a następnie wysłanym na pewną śmierć do obozu pracy (sic!), jako kwarantanna za “zbytnią styczność podczas działań zbrojnych z kapitalistyczną zarazą”7.

Dochodzimy więc do sedna tematu, a mianowicie do pytania; dlaczego towarzysze Józefa Stalina skłamali? Obawiali, się jego reakcji – odpowiecie, i będziecie mieli oczywiście racje, ale moim zdaniem przyczyna leży daleko głębiej w naszej psychice. Popierając przytoczoną przeze mnie wcześniej tezę, chciałbym zajrzeć we wnętrze tych ludzi i dostrzec całą masę procesów emocjonalno-myślowych, jakie wtenczas w nich zachodziły. Moim zdaniem na samym początku włączyły się o u nich podstawowe instynkty samozachowawcze, nie zezwalające na wyjawienie prawdy ze względu na konsekwencje, (które niewątpliwie zostałyby wobec nich wyciągnięte z paragrafu o “haniebnym wprowadzaniu w błąd wodza narodu”8). Uniknięcie surowej kary już samo w sobie było dla nich nagrodą, jednakże zapewne kilkoro z nich podeszło również do zadania w sposób typowo oportunistyczny. Wedle starego angielskiego przysłowia, dobry pies myśliwski przyniesie swemu panu kaczkę nawet wtedy, kiedy ten wcale jej nie zestrzeli. Stalinowscy współpracownicy mogli zatem podświadomie liczyć na możliwość korzyści, niebędącej już tylko brakiem domniemanej kary. Zapewne liczyli na cos w rodzaju awansu, choćby słownej gratyfikacji wielkiego wodza, jego wymownym spojrzeniu mówiącym: spisałeś się tym razem

Zauważmy też, że w tym przypadku kłamstwo nabrało mocy, na co dzień danej prawdzie, a nawet większej od niej! (Któż bowiem uwierzyłby w tej sytuacji pojmanemu Tichonowowi, że ten nigdy nie miał w ręce karabinu?). Przeistoczyło się ono w prawdziwą tragedię niewinnego człowieka, stało się wyrokiem rzutującym na jego całe dalsze życie.

Prawda w oczy kole, a więc kłamstwo wolę9.

Najlepiej jednak, wychodzi nam okłamywanie samych siebie, mile również widzimy innych ludzi w roli naszego osobistego “zwodziciela”. Kłamstwo (o różnym stopniu perfidii) może zatem stać się narzędziem pracy. Przykładem iście łgarskiego rzemiosła jest polityka, która jest popisem fikających kozły błaznów i aktorów zmieniających maski dla potrzeb tego przedstawienia oraz ku uciesze tłumów. Polski sejm od zawsze przypominał cyrkowy namiot nie tylko swoją bryłą architektoniczną, ale także składem artystycznym sprzedającym plebsowi prawdę pod wieloma maskami. Jedyny warunek – ma być ciekawie, wesoło i wiać groteskowym duchem. Tak ulepiona papka wciskana w usta wyborców wygląda i smakuje wyśmienicie, doprawiana do smaku (w zależności od gustów) nacjonalizmem, liberalizmem to znowu społeczną solidarnością staje się oszustwem, które łykają wyborcy wierząc w to, ze da się zbudować w nadwiślańskim kraju państwo opiekuńcze (we wolnym tłumaczeniu słowiańskim – próżniacze) na wzór Norwegii, ale tym samym drastycznie redukować podatki, bo przecież każdy chce kapitalizmu w amerykańskim wydaniu (po polsku – co uciułam to moje i wara od tego fiskusowi). I tak oto z trybun sejmowych i radioodbiorników płynie pieśń kłamliwego barda, wybrańca narodu.

Tutaj właśnie tkwi sedno kłamstwa. Jego siła napędowa, jądro, wewnętrzna bateria nadająca mu moc i ogólną racje bytu. Kłamstwo istnieje, ponieważ tak naprawdę to my chcemy w nie wierzyć (niekiedy nawet go potrzebujemy!). Tak jak artysta istnieje dzięki swoim fanom, telewizja dzięki telewidzowi, tak oszust żeruje na naszym ukrytym, wewnętrznym przyzwoleniu (potrzebie) bycia pod wpływem jego iluzji. Słowem – ludzie kłamią, bo tak naprawdę to my sami się tego od nich domagamy. I wcale nie jest lepsza gorzka prawda od słodkiego kłamstwa, o nie!

Niedawno byłem świadkiem kłótni pary młodych ludzi, skwitowanej słowami: “Nie wiem, po co to zrobiłeś, ale mogłeś sobie darować szczerość, ja wolałabym o tym nie wiedzieć”. Darować sobie szczerość. W rezultacie zamiast niej dostajemy słodki cukierek kłamstwa, z którym jest trochę jak z peerelowskim wyrobem czekoladopodobnym, każdy wiedział, że to nie jest prawdziwa czekolada, że tylko do niej podobna (niekiedy w bardzo znikomym stopniu), ale pałaszując ją wierzyliśmy, że to najbardziej kunsztowny wytwór cukiernictwa. I było nam z tym dobrze.

Psychologowie społeczni zajmujący się kłamstwem, często przytaczają fakt oszukiwania samych siebie, nazywany przez nich fachowo zmniejszaniem naszego wewnętrznego dysonansu. Fascynują ich przykłady żołnierzy, którzy będący na co dzień normalnymi ludźmi (do wojska, podczas najstraszniejszych wojen, trafiali przecież z poboru) obdarzonymi pewną dawką współczucia i miłosierdzia, w warunkach bojowych zabijali a często bez potrzeby znęcali się nad przeciwnikiem. Jednak po powrocie do domu, do swoich rodzin walczyli z wyrzutami sumienia. Wspomnienia wojenne nie pozwalały na powtórną socjalizację w społeczeństwie. Faktem było, że torturowali swoich wrogów, męczyli ich w jamach i piwnicach, nikt jednakże nie chce przyznać się przed samym sobą: tak, jestem mordercą, nieludzkim oprawcą moich bliźnich. Tutaj z pomocą znowu przychodzi nasza wewnętrzna umiejętność oszukania samych siebie, spływająca jak balsam na naszą zgnębioną psychikę. Następowała tak zwana dehumanizacja ofiar, czyli przedstawienie ich jako swoistego podgatunku. Prowadzili zatem podświadomy dialog z własną duszą, który mógłby wyglądać mniej więcej w ten sposób:

W środku nocy, z łóżka zrywa się młody mężczyzna, jest cały zalany potem, pokój spowija mrok, on oddycha spazmatycznie, z przerażenia nie może złapać powietrza. Koszmary wojny nie chcą odejść nawet po kilkunastu miesiącach od przyjazdu do domu. Pyta więc sam siebie: - Czy jestem mordercą? Czy uczyniłem rzeczy, za które nie mogę domagać się przebaczenia ani od ludzi ani od Boga? - Wcale nie, jesteś bohaterem swojego narodu, walczyłeś dla ojczyzny! – Odzywa się wewnętrzny oszust – nie zabijałeś przecież ludzi, to były zwierzęta w ludzkiej skórze, podli barbarzyńcy czyhający na wolność twoją i twojej rodziny. Nie miałeś innego wyjścia. W powyższym przykładzie mamy do czynienia ze swoistym z odruchem obronnym naszej psychiki, która unika ścięcia na szafocie sumienia. Siłą rzeczy doszukujemy się okoliczności łagodzących, przeinaczamy fakty, manipulujemy nimi oraz ukazujemy je w zgoła odmiennym kontekście. Kłamstwo staje się naszym garbatym aniołem stróżem, chroniącym nas we dnie i w nocy, strzegącym ciała i duszy naszej i prowadzącym nas do jednego celu – korzyści. Rozumianej wszak różnorodnie.

Omnis homo mendax.10

Doszliśmy końcu do momentu, w którym narzuca się pytanie niebędące wszakże głównym zagadnieniem tych rozważań, ale nie sposób jest go pominąć. Mianowicie, czy jest możliwym wyeliminowanie wszelkiego fałszu z naszego życia? Uważam (ponad wszelką wątpliwość), że nie wolno nam tego robić! Jakże nudną stałaby się nasza egzystencja na tym świecie, bez marzeń, które przecież nie są niczym innym jak słodkimi obietnicami, które nasz garbaty anioł stróż szepcze nam do ucha. Wlewa w ten sposób paliwo, które zużywamy w codziennych zmaganiach z otaczającą nas szarą rzeczywistością. Czymże bowiem są marzenia i nadzieje jeśli nie teraźniejszymi kłamstwami, które mamy zamiar zamienić w fakt dokonany (czystą prawdę)? Uznajmy pozytywne aspekty kłamstwa, bo takowe niewątpliwie istnieją. Parafrazując Terencjusza, przyznajmy się raz na zawsze, kłamcą jestem i nic co prawdziwe nie jest mi obce. Jestem przekonany, że z kłamstwem należy postępować jak z uśmierzającą ból morfiną, nie dawkować jej zbyt często, używać rozważnie i w małych dawkach, gdyż tylko wtedy staje się naszym sprzymierzeńcem. “Kłamstwo życiowe to najlepszy środek pobudzający”11, jednak kiedy wyrwie się spoza naszej kontroli, albo co gorsza zawładnie nami na dobre, szybko doprowadzi do naszej destrukcji. Kłamstwo należy zatem traktować jak iście Boskie narzędzie, nad którym jednak jako ludzie nie potrafimy do końca zapanować.

Jeszcze jedna, mała uwaga Drogi Czytelniku, jeżeli uważnie przeczytałeś powyższe strony, zapewne pamiętasz przytoczony przeze mnie przykład rosyjskiego żołnierza. Został on oczywiście w całości zmyślony, gdyż w dziele Sołżenicyna nie pojawia się wcale. Ot, drobna konfabulacja – mendacium iocosum12, wedle klasyfikacji Tomasza z Akwinu. I “niechaj pierwszy rzuci kamień ten, co jest bez grzechu”13. Tak więc miejmy się na baczności i inwestujmy w wariografy, bo kłamca na kłamcy kłamcą pogania..

Przypisy

  1. (łac.) natura ludzka
  2. Herman Melville
  3. (łac.) na gorącym uczynku
  4. (łac.) spis kłamców
  5. Witkowski Tomasz “Psychologia Kłamstwa” Taszów, 2006. ISBN 83-920207-4-X str. 89
  6. (ang.) sztuka kłamania
  7. WKPb “Dekret o sądach nr. 3″, ustawa szczegółowa “o zdradzie ojczyzny” art. 23 pkt. 6
  8. WKPb “Dekret o sądach nr. 3″, ustawa szczegółowa “o zdradzie ojczyzny” art. 5 pkt. 2
  9. Jan Izydor Sztaudynger
  10. (łac.) wszyscy ludzie kłamią
  11. Henryk Ibsen
  12. (łac.) kłamstwo żartobliwe, św. Tomasz z Akwinu
  13. Kobieta cudzołożna (J 8,1nn)

Bibliografia:

  1. Psychologia Społeczna – serce i umysł, Robin M. Akert, Elliot Aronson, Timothy D. Wilson, ISBN 83-7150-016-5
  2. Psychologia Kłamstwa, Witkowski Tomasz , Taszów, 2006. Wydaw. Zysk i S-ka, ISBN 83-920207-4-X

Cytaty:
http://www.cytaty.info/klamstwo.php

Komentarze

Jeden komentarz to “Święta prawda na temat kłamstwa”
  1. Joanna mówi:

    to nie to co chce

Wypowiedz się!

Daj nam znać, co Ty o tym myślisz...
Acha, jeśli chcesz, by przy Twoim komentarzu wyświetlał się avatar, zarejestruj się na gravatar.com!

Zastrzeżenie odpowiedzialności