Pod choinkę – brak podziałów
25 grudnia 2008 · Autor: Maja Bielakowicz
Do świąt jeszcze ponad miesiąc, a sklepowe półki już zawalone są wszelkiej maści Mikołajami i bożonarodzeniowymi czekoladkami. Wesoło uśmiechają się do nas renifery, figlarnie mrugają aniołki, wystrojone choinki czekają na pierwszą gwiazdkę.
Czy świąteczny nastrój udziela się także politykom? Sądząc po stałej (czyli wysokiej) ilości konfliktów, jeszcze nie. Wątpię też, by cokolwiek miało się w tej kwestii zmienić. Mówienie ludzkim głosem? Nie w tej bajce. Wiadomo, że wszelkie okazje, w tym święta, mogą być zręcznie wykorzystane do przemycenia w jakimś orędziu subtelnej (lub mniej) aluzji. Nie o aluzjach jednak tym razem a o prezentach i cudach. Cuda, jak powszechnie wiemy, nie zdarzają się. Ostatnio „Rzeczpospolita” sprawdzała, czego oczekują po nowym rządzie wyborcy. Okazuje się, że aż 35% wierzy w cud gospodarczy. Wiadomo – nadzieja to kolor zielony, a z zielonym kojarzy się Irlandia. Ciekawszy jest natomiast stosunek rodaków do korupcji. Utarło się przekonanie, że to na haśle m.in. walki z nią Pis-owi udało odnieść się 2 lata temu tak spektakularne zwycięstwo. Teraz okazuje się, że walka z korupcją powinna stać się priorytetem rządu dla zaledwie 9% obywateli. Polacy zmienni są?
Wiadomo, że sondaże są niepewnym źródłem informacji, ale zawsze jest to jakaś diagnoza. Powyborcza rzeczywistość wymaga od Pis-u wyciagnięcia wniosków. Nie da się dalej udawać, że porażka to sukces - ciemny lud tego nie kupił. Wyciąganie wniosków niestety nie idzie Kaczyńskiemu za dobrze. W końcu wszystko to „potężny front medialny”, spiskowy układ i napaść na szlachetnych wybawicieli narodu.
Polacy wierzą nie tylko w cud, ale czekają też na prezenty. Od słowa „prezent” do „łapówka” krótka droga, nie jest to więc najwłaściwsze określenie, ale znajdując się w kręgu stylistki bożonarodzeniowej można się pokusić o stwierdzenie, że spełnienie obietnic byłoby miłym prezentem od polityków dla obywateli. A obietnic było sporo. Na szczęście, do czasu rozliczeń jeszcze trochę zostało. 25% przepytanych przez „Rzeczpospolitą” chciałoby poprawy w służbie zdrowia, 20% marzy o obniżeniu podatku dochodowego.
Chyba wszyscy myślą też o normalności. O naprawieniu nie tylko instytucji państwowych ale i samego języka, jakim uprawia się politykę. O poprawie będących w fatalnym stanie stosunków międzynarodowych (na to są akurat realne szanse). Normalność chyba jeszcze nigdy nie była w świecie polityki towarem tak deficytowym. Może umrze podział na dwie Polski? Gdy nikt nie będzie z butną miną wykrzykiwał, gdzie jest ta właściwa, ockniemy się ze złego snu sztucznego oddzielenia liberalizmu od solidarności. Może jeden uśmiechnie się do drugiego, konserwatysta łaskawiej spojrzy w oczy liberała? Może zniknie skrajna polaryzacja świata, gdzie są tylko moherowe berety albo żarłoczni oligarchowie? Może w końcu poczujemy się lepiej we własnym kraju – który, mimo zróżnicowania społecznego, jest jeden. I nie mogą go podzielić nawet dwaj bracia.


