Kohabitacja - Kompromitacja
29 listopada 2007 · Autor: Mateusz Mirota
Patrząc na ostatnie poczynania głowy państwa artykuł 126-ty Konstytucji stanowiący, że „Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej jest najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej.” nabiera podwójnie ironicznego znaczenia. Jednego z tych znaczeń nie trzeba wyjaśniać, drugie warto rozwinąć.
Prezydent od wyborów jest bardzo nieprzychylny dla nowego rządu. Można podziwiać pomysłowość głowy państwa, bądź jego otoczenia, w rzucaniu kłód pod nogi następcom swojego brata. Najpierw każe przepraszać się za to, że wygrali. Potem tworzy dziwną aurę wokół nominacji na premiera, by wreszcie starać się wpłynąć na kształt rady ministrów wypowiadając magiczną formułę siejącą zawsze konsternacje - „coś wiem, ale nie powiem”. Równocześnie cały czas słyszymy zapowiedzi o życzliwej współpracy premiera i prezydenta, które pozostaną chyba tylko zapowiedziami. Bo jeśli minister prezydencki robi konferencje prasową po to, żeby pokazać opinii publicznej faks, mający jakoby świadczyć o braku szacunku do prezydenta, to coś w tej współpracy chyba szwankuje. Odnosi się wrażenie, że każdy próbuje zrobić na złość drugiemu, równocześnie przekonując o jak najlepszych intencjach mających świadczyć o trosce o interes kraju.
Prezydent powinien wiedzieć, że bycie najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej to godne reprezentowanie siebie i sprawowanej władzy nie tylko za granicą, ale także, a może przede wszystkim swoim obywatelom.


