„Zamiast habilitacji, Europarlament?”
Dodano 17 marca 2009 · Autor: Mateusz Kamionka
Byłem wielkim zwolennikiem dr Marka Migalskiego. Śledziłem jego artykuły
w „Rzeczpospolitej”. Jeśli jednak informacje które przynosi „Dziennik” potwierdzą się, będę
w naprawdę trudnej sytuacji. Jak donosi „Dziennik”- listę PiS-u na Górnym Śląsku ma otwierać
dr Migalski. Czy osoba, która stała na straży politycznej merytoryki powinna kandydować do Parlamentu Europejskiego? Osobiście jestem stanowczym przeciwnikiem tego wyboru. Postanowiłem zrobić prosty rachunek zysków i strat, jakie może ponieść dr Migalski wybierając karierę w PE. Może zaczniemy od plusów.
Polska obsadza 50 miejsc w Europarlamencie. Wybór na to stanowisko jest zaszczytem
i nobilitacją. Mimo że w praktyce funkcja ta ogranicza się jedynie do dwóch celów: kontrolnych oraz do współudziału w tworzeniu prawa. Dr Migalski w swoich pracach często koncentrował się na problemach współczesnych rządów w państwach Europy środkowej, możliwość bezpośredniej współpracy „ramię w ramię” z parlamentarzystami z tych państw na pewno przyniosłaby ogromne korzyści i pomnożyłaby pracę naukowe wydane przez Doktora. Jest również dobrze przygotowany pod względem merytorycznym, warto nadmienić, że trakcie studiów odbył – z rekomendacji Konsula Generalnego Republiki Czeskiej w Polsce – miesięczną praktykę w biurze Euroregionu Silesia. Nie można mieć cienia wątpliwości, że dr Migalski nadaje się na stanowisko euro-posła. Dr Migalski jest autorem wielu publikacji dotyczących sytuacji politycznej w państwach Europy Środkowej , poza tym pracuje w Instytucie Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego. Doświadczenie to może być pomocne, czasami Parlament Europejski może okazać się „gorszy” niż aula pełna studentów. Czas na kwestie finansowe. Od nowej kadencji Parlamentu Europejskiego wszyscy euro posłowie będą zarabiać tyle samo - ok. 7600 euro brutto miesięcznie. Więc po przeliczeniu po korzystnym kursie euro to około 35tys. złotych. Należy doliczyć wszelkie dodatki i przywileje.
Dla niektórych polskich polityków Parlament Europejski to wręcz polityczny czyściec.
Przeważnie uważają 5-letnią kadencje za polityczną emeryturę. Można ten argument odebrać dwuznacznie. Ta przyjemna praca na rzecz dobra Wspólnoty, dla czytelników publikacji dr Migalskiego to katastrofa. Odległość nigdy nie wpływa pozytywnie zarówno na miłość jak i prace. Więc kto kochał częste artykuły w Polskiej prasie doktora już może czuć się zawiedzony.
A co może stracić Politolog? „Jedynka” na Śląskiej liście przekreśla publicystyczną karierę dr Migalskiego. Kiedy wystartuje z listy partyjnej raczej nie będzie mógł zabierać głosu jako obiektywny komentator życia politycznego. Zmieni swoją rolę, będzie tę politykę współtworzył. Był krytykiem obecnego rządu, a przyjęcie propozycji partii opozycyjnej stawiałaby pod niemałym znakiem zapytania jego wcześniejsze publikacje. Mogą się mnożyć wszelkie insynuacje, którymi ostatnimi czasy żyje opinia publiczna. Będzie też to cios dla studentów, wśród żaków o wszelkich poglądach politycznych uważany jest za bardzo dobrego wykładowcę.
Jeśli pogłoski się potwierdzą, dr Marka Migalskiego czeka wielka zmiana. Jako student politologii widziałbym go jednak w dalszym ciągu jako niezależnego komentatora. Niestety widocznie nadszedł czas na zmiany, wybór jakiego musi dokonać dr Migalski jest niezwykle interesujący. Nie zapominajmy, że tylko 10 lat starszy, znany polityk radykalnie zmienił swoje życie na obczyźnie, poznał nową miłość i obrał nową drogę swojej kariery… Aż takiej zmiany nie życzę. Podsumowując, jak mawiał klasyk „Są plusy dodatnie i plusy ujemne”- i takie też będzie miał ten wybór.


